Jak tu pięknie! Nic nie widać! Czyli sobotni poranek w Rewie.

Pewnego pięknego sobotniego poranka nie tak dawno temu obudzona zostałam przez mojego kota tuż po godzinie 7 rano. Niezupełnie zgodnie z moją wolą. Ale skoro zbudził się kot, to przecież pies nie może pozostać w tyle i natychmiast dołączył do zyskujących na sile żądaniach podania śniadania. No, a skoro już wstałam nakarmić te moje niezbyt wyrozumiałe dla chcących w sobotę dłużej pospać zwierzaki, to przecież co mi szkodzi od razu wyjść na poranny spacer. Przynajmniej tak uznał Billy. A kiedy już wyszłam na spacer okazało się, że mój okoliczny świat okryty jest tego poranka zjawiskową mgłą. Natychmiast opuściła mnie wszelka senność, która towarzyszyła mi jeszcze chwilę temu podczas mycia zębów i postanowiłam wyruszyć w nieznane!

 

Owym nieznanym okazała się być – a raczej postanowiłam, że będzie – nadmorska miejscowość Rewa. Szczęśliwie tak się złożyło – a raczej postanowiłam w pewnym momencie mojego życia – że mieszkam aktualnie nad morzem, nie miałam więc do Rewy daleko. Po niewiele ponad 30 minutach bezpiecznej jazdy samochodem znalazłam się tuż nad brzegiem w centrum tej turystycznej miejscowości. Ze względu na porę, a jeszcze bardziej pogodę, ulice tego miasteczka były niemal zupełnie puste. Postanowiłam wybrać się na spacer brzegiem morza, które tego dnia było niemal całkowicie zasnute mgłą, co dodawało mu zupełnie niezwykłego uroku. Nawet okoliczne mewy były całkiem uziemione i musiały spędzić poranek przysiadując a to na łódkach, a to na molo. Największy ruch był tego dnia na Cyplu Rewskim, chociaż ruch to niezupełnie odpowiednie słowo, ponieważ przeważali tam wędkarze, którzy zwykle charakteryzują się raczej dość statycznym zachowaniem.

Dość już jednak gadania – zapraszam do oglądania.

 

Newsletter

Zapisz się do mojego newslettera

* indicates required