Weekend w Londynie za 383zł, czyli stolica Anglii inaczej.

Czas czytania: 4 min

Ah, co to był za weekend! Wieżowce, czerwone autobusy i kilkadziesiąt podróży metrem. Londyn to zdecydowanie najbardziej fascynujące dla mnie miasto w Europie. Niezależnie od tego czy lubisz historię czy nowoczesność, spacery w parku czy tętniące życiem ulice w centrum biznesowej dzielnicy – w Londynie znajdziesz coś dla siebie. Dlatego też pisząc tę notkę nie tylko chcę zrelacjonować mój weekendowy pobyt w tym niesamowitym mieście, ale przede wszystkim namówić Cię, byś też zrobił to przy najbliższej okazji. Namawiam do tego tym bardziej, że polecieć do Londynu na weekend można za naprawdę nieduże pieniądze, z czego większość zainteresowanych nie zdaje sobie sprawy. Dość powiedzieć, że ten wyjazd nie był wcale jakiś wyjątkowo tani, a wyniósł mnie w sumie tylko 383zł. Oto co złożyło się na tę cenę:


przelot liniami WizzAir na trasie Gdańsk-Londyn Luton-Gdańsk (opcja z małym bagażem podręcznym-bezpłatnym, cena dla członka WizzAir Club) = 125zł

przejazd w dwie strony liniami National Express na trasie Luton Airport – Londyn = 84zł

nocleg zamówiony za pośrednictwem portalu airbnb.com = 94zł

przejazdy metrem i autobusami = około 80zł

——————————————————-

w sumie = 383zł


Do tego doliczyć jeszcze trzeba koszty posiłków, dojazdu do miejsca wylotu i ewentualnych wstępów na płatne atrakcje, jednak są to już kwestie czysto indywidualne. Co pewne, to można śmiało spędzić aktywne 2 dni w Londynie nie wydając NIC na wstępy – ogrom darmowych atrakcji jest tam tak duży, że w zasadzie i miesiąc można by tak spędzić! Dodatkowo w moim przypadku odliczyć można ceny biletów w WizzAir – od kilku lat jestem członkiem WizzAir Club, gdzie za pomocą płatności kartą kredytową zbiera się punkty, które następnie można wymienić na bilety lotnicze – co też właśnie uczyniłam w tym przypadku. Można tez zamówić tańszy nocleg, rzadziej korzystać z metra, upolować nieco tańszy przejazd z lotniska do miasta. Uważam, że przy dobrej organizacji poszukiwań można śmiało zorganizować sobie weekend w Londynie za 200zł. A przyznacie, że nie jest to cena wygórowana? No dobrze, skoro doczytaliście tę notkę aż do tego momentu, to zdecydowanie należy się nagroda w postaci zdjęć! Dziś bardzo wstępnie, ale w następnych notkach przygotujcie się na prawdziwe zatrzęsienie.

Oto spis wszystkich notek związanych z wyjazdem do Londynu w dniach 3-5 października 2014r.:

1. Weekend w Londynie za 383zł, czyli stolica Anglii inaczej

2. Canary Wharf, czyli spotkanie z rekinami biznesu

3. 5 strefa, czyli czy aby na pewno jesteśmy jeszcze w Londynie??

4. City of London, czyli teraz to chyba naprawdę nie jesteśmy w Londynie

5. King’s Cross – St. Pancrass, czyli nie zgub się na dworcu

6. The Tube, czyli londyńskie metro

To mój bagaż na wypad do Londynu. Plecak tej wielkości jest traktowany w WizzAir jako mały bagaż podręczny i jest bezpłatny. Zmieściłam w nim swobodnie potrzebne ubranie, kosmetyki, śpiwór, prowiant na drogę, a w drodze powrotnej także kilka drobiazgów zakupionych na miejscu.

Lotnisko Londyn Luton – jak na Londyn niewielkie, ale przyjemne lotnisko ponad godzinę drogi od miasta.

Jest więcej niż prawdopodobne, że jadąc z lotniska dojedziesz tutaj – Victoria Station (trzeba uważać skąd mamy odjazd/przyjazd – w niedużej odległości jest stacja metra, kolei i autokarów).

A to już salon w domu, gdzie miałam wykupiony nocleg. Dom i pokój świetne – jak możecie to zobaczyć na tym i kolejnych zdjęciach. Właściciele sympatyczni. Jedyny mankament, to lokalizacja. Dom jest naprawdę daleko od centrum, co gorsza trzeba przesiadać się z metra do autobusu, a od przystanku i tak przejść jeszcze dobre 10 minut. Tylko dla wytrwałych, zwłaszcza, jeśli zamierzacie wybrać się na miasto wieczorem 🙂

Miła niespodzianka na nocnym stoliku – książka autorstwa mojej ulubionej angielskiej „komiczki” (ten fiminizm!) – Mirandy Hart. Przeczytałam kilka pierwszych stron i musiałam przestać, bo jeszcze chwila i przepadłabym, w ogóle nie wychodząc „na miasto”!

To jedyne zdjęcie jakiegokolwiek powszechnie znanego symbolu Londynu jakie wykonałam podczas tej podróży. Napatrzcie się, bo nie będzie więcej okazji 😉

Okej, co bardziej obeznane osoby kojarzą też Trafalgar Square. Ale to już naprawdę koniec.

Inne, bardziej uniwersalne „lokalizacyjnie” symbole Londynu to czerwone budki telefoniczne…

…charakterystyczne taksówki…

…i piętrowe autobusy. Ale to już naprawdę koniec w tej relacji tego, co znane!

To co tygryski lubią najbardziej – imponująca panorama i skyline.

Przyznam, że to chyba moje ulubione zdjęcie z całego wyjazdu…

Newsletter

Zapisz się do mojego newslettera

* indicates required
  • Jak się cieszę, że i ja tam będę za tydzień 😀

  • dużo przyjemności zatem życzę 🙂

  • jak napisalas ze zeby dojechac do domku trzeba bylo przesiasc sie z metra w autobus, a potem jeszcze isc na piechote, to rpzypomnial mi sie film "holiday"

    pozdrawiam

    • ooo "Holiday" – jeden z moich ulubionych 🙂