Jak najlepiej wydać 4zł, czyli Wrocław na weekend.

Czas czytania: 4 min

Jaki jest Twoim zdaniem najlepszy sposób na wydanie 4zł? Za 4 zł można kupić wiele rzeczy – paczkę czipsów, piwo w puszce w sklepie, bilet komunikacji miejskiej, a jeśli jesteś studentem, to nawet dwa, paczkę gum do żucia i pewnie jeszcze kilka drobiazgów. Ja postanowiłam wydać 4 zł na podróż autobusem polskibus.com z Bydgoszczy do Wrocławia. I z powrotem. Pewnie zastanawiasz się teraz jak to możliwe? Na stronie polskibus.com bilety dostępne są zwykle na kilka najbliższych miesięcy. Zasadą jest też, że kilka pierwszych miejsc (lub tylko jedno miejsce) w każdym autobusie na każdej trasie kosztuje 1zł, a kolejne 5zł i tak dalej. Jeśli uda nam się odpowiednio „wstrzelić” i kupić bilety w obie strony po 1zł, do tego zapłacimy obowiązkową opłatę rezerwacyjną w kwocie także 1zł, to całkowity koszt naszej podróży wyniesie właśnie owe 4zł. Żeby się to udało dobrze jest śledzić strony, które o tego typu promocjach informują (np. loter.pl czy mlecznepodroze.pl), a także regularnie samodzielnie przeglądać stronę przewoźnika. Najlepiej biletów szukać kiedy tylko  dowiemy się, że przewoźnik udostępnił możliwość zakupu na kolejne miesiące. Warto pamiętać, że bilety rozchodzą się w szybkim tempie, a czasowo może występować przeciążenie serwera. Tak czy owak, nawet jeśli nieco spóźnimy się z zakupem biletu, to i tak ten zakupiony później będzie zapewne w bardzo korzystnej cenie. A teraz zapraszam na relację zdjęciową! Już niedługo kolejne „odcinki” – będziemy na szczycie SkyTower, zobaczymy miasto nocą i oczywiście dużo ciekawej architektury. Przy okazji dajcie znać, jak Wam się podobają podpisy pod zdjęciami – to jest chyba wygodniejsza forma prezentacji, prawda?

Z Bydgoszczy w stronę Wrocławia wyruszałam tuż przed północą, tak więc
na miejscu byłam krótko po godzinie 5 rano. Przywitał mnie wschód słońca
i widok jak na zdjęciu – górujący nad miastem (zbierający skrajne opinie)
wieżowiec SkyTower i pamiętający czasy PRLu dworzec autobusowy.

Jako, że czasu miałam sporo przespacerowałam się pieszo na Rynek Staromiejski, gdzie znajdował się hostel, w którym spałam. Rynek o tej godzinie był niemal zupełnie pusty.

Doba hotelowa zwykle zaczyna się o godzinie 14, czasu więc miałam sporo. Postanowiłam przysiąść na ławeczce w Rynku (tak, ‚w Rynku” – tak się mówi we Wrocławiu!) i zjeść wczesne śniadanie. Był to sobotni poranek pod koniec lipca, dzień zapowiadał się słonecznie i upalnie.

Nocleg zamówiony miałam w hostelu OneHostel, który znajdował się w Rynku, dosłownie naprzeciw ratusza (więcej o noclegu, jego cenie i moich wrażeniach pod kolejnymi zdjęciami). Po zjedzeniu śniadania postanowiłam udać się tam, żeby zostawić bagaże i zacząć realizować zaplanowaną trasę zwiedzania. Jak się jednak okazało pani w recepcji była tak miła, że mimo, iż byłam tam wiele godzin przed czasem pozwoliła mi już się zameldować, dzięki czemu przed spacerem udało mi się jeszcze 2 godziny zdrzemnąć, co dobrze mi zrobiło po nocnej podróży.

Hostel znajduje się w kamienicy, na piętrach. Na parterze zaś mieści się interesujący Pub Ogórek, który jest chyba najmniejszym pubem we Wrocławiu i zajmuje jedynie korytarz.

Klatki schodowe w kamienicy ozdobione są zabawnymi rysunkami nawiązującymi do działalności pubu.

A teraz o noclegu. W ramach ograniczania kosztów, a jednocześnie zaspokojenia ciekawości postanowiłam zamówić sobie nocleg w tak zwanej „tubie”. Jest to niewielkie pomieszczenie (jeśli można tak powiedzieć), na które składa się wygodny materac do spania, lampka, dwa kontakty i roleta, która pozwala śpiącej osobie odizolować się od otoczenia.

Tuby zajmują jedno większe pomieszczenie, w którym znajdują się także szafki zamykane na kłódkę, gdzie bez problemu można zostawić swoje bagaże nie martwiąc się o kradzież.

Teraz kilka słów podsumowania odnośnie noclegu. Tuba jest bardzo fajnym pomysłem i spało mi się naprawdę super. Upał był niemiłosierny, więc wszystkie okna były otwarte i spałam tylko na prześcieradle, ale materac był wygodny. Roleta jest już trochę sfatygowana i generalnie widać, że wystrój ma swoje lata, ale jeżeli komuś zalezy przede wszystkim na wygodnym śnie (i nie ma klaustrofobii oczywiście…) to myślę, że tuba jest dobrym wyborem. Zwłaszcza, że zapewnia jednak duzo więcej prywatności niż w tak zwanych salach wspólnych, czyli pokojach wieloosobowych, również popularnych w hostelach. Bardzo ważny czynnik – cena. Ja płaciłam za spanie i całkiem obfite śniadanie 35zł (w promocji, która aktualnie obowiązywała). Jak na lokalizacje musicie przyznać, że cena była to naprawdę atrakcyjna. Cena regularna to 40zł, więc wciąż bardzo atrakcyjna. Podsumowując – podczas kolejnej wizyty we Wrocławiu na pewno ponownie zdecyduję się na spanie w tubie!

Newsletter

Zapisz się do mojego newslettera

* indicates required