Góra Artura, czyli zasiądź w fotelu króla!

Czas czytania: 2 min
Góra Artura (Arthur’s Seat) to wysokie na 251m wzgórze w samym centrum Edynburgu. Widać je niemal z każdego miejsca w mieście, zaś z jego szczytu podziwiać można wspaniałą panoramę metropolii i wybrzeże Morza Północnego. Mieszkańcy spacerują tu z dziećmi i psami, albo wbiegają prezentując swoją niesamowitą kondycję. W powieściach kryminalnych to tutaj bywają znajdowane ciała…

W poprzedniej notce opisywałam wspaniałe miasto Edynburg, w którym nie sposób się nie zakochać. O tutaj kliknij, żeby poczytać. 
Dzisiaj opowiem więcej o wspaniałym cudzie natury, który wydaje się jakby wyrastał w centrum tego miasta, choć oczywiście było odwrotnie. To miasto obrosło rzeczone wzgórze. 
Góra Artura jest niewątpliwie jednym z symboli stolicy Szkocji, co zupełnie mnie nie dziwi. W tym wzgórzu jest magia, która sprawia, że nawet będąc w mieście tylko przez kilka godzin koniecznie chciałam wejść na szczyt. Wejście wbrew pozorom nie jest takie proste. Mimo, iż szczyt nie jest wysoki, to podejście jest strome i w niektórych miejscach skaliste. Kiedy jest deszczowo ścieżki zamieniają się w błotną rzekę, co sprawia, że schodząc w dół łatwo jest zjechać jak na sankach. Sprawdzone osobiście – niezamierzenie (prywata – pozdrowienia dla Magdini, widzę jak się śmiejesz!). Cały szczyt objęty jest obszarem Holyrood Park i prowadzi na niego kilka alternatywnych ścieżek, dróg z różnych stron miasta. Najpopularniejsze jest chyba podejście od strony Pałacu Holyrood i z tej właśnie strony wchodziłam na szczyt za każdym razem gdy tam byłam (już 3 razy!). Nie mogę się doczekać, kiedy dane mi będzie spróbować innych podejść!
To właśnie na Górze Artura w jednej ze świetnych powieści kryminalnych Iana Rankina znalezione zostaje ciało. W tym samym tomie główny bohater – detektyw Rebus – musi gonić domniemanego mordercę, który biegnie w górę, na szczyt wzgórza. To trudne zadanie dla niemłodego już śledczego, jednak i młodym zdarza się poważna zadyszka nawet podczas spacerowania po tym szczycie. Nie zmienia to faktu, że widuje się tu wcale nie rzadko biegaczy wbiegających na szczyt i z powrotem w przeciągu 20 minut…Kiedy wraz z przyjaciółką byłyśmy świadkami takiej sytuacji wyrwało nam się z ust synchronicznie amerykańskie „seriously”, czyli mówiąc innymi słowami – „chyba żartujesz”. To było jednak kilka lat temu, gdy bieganie nie było jeszcze tak modne. Dziś może sama bym spróbowała?
Nie ma Edynburga bez Góry Artura. Nie ma wycieczki do stolicy Szkocji, bez wejścia na ten wspaniały szczyt. Jeżeli byliscie tam, a nie widzieliście miasta z góry, natychmiast proszę zarezerwujcie bilety i lećcie ponownie. Po prostu trzeba!

Newsletter

Zapisz się do mojego newslettera

* indicates required
  • Anonimowy

    ale mnie pocisnęłaś Nat! 🙂 nie widziałam miasta z góry Artura więc jakbym tam nie była… dzięki. Kams.

    • dlatego musimy jechać jeszcze raz! chcę już tam być 😀

  • Skąd pochodzi lub od czego/kogo nazwa góry ? 🙂

    • legenda mówi, że stąd Król Artur przyglądał się jednej z przegranych bitew 😉 ale wersji jest oczywiście wiele 😀