To jest setna notka na tym blogu. Kazałam Wam na nią czekać ponad dwa miesiące i nie, nie było to zagranie marketingowe. Po prostu wiecie, sporo się działo, dużo obowiązków, nieco przyjemności a już tak zupełnie najwięcej to lenistwa. Oj tak, chyba każdy przyzna, że jeśli raz sobie człowiek odpuści, wybije się z rytmu, to potem bardzo trudno jest wrócić na właściwe tory. Wszyscy to znamy, wszyscy od czasu do czasu popadamy w szpony nieregularności. Widać to zarówno w regularnym pisaniu bloga, bieganiu, gotowaniu sobie obiadów do pracy, czy wstawianiu aktualnych zdjęć profilowych na facebooku. No dobrze, może poza tym ostatnim. Także generalnie bardzo przepraszam za to opóźnienie, fajnie, że jesteście tu jeszcze mimo wszystko (jesteście???) i mam nadzieję, że najnowsza notka wszystko Wam wynagrodzi. A myślę, że jest ciekawa i inspirująca i może odmienić Wasze życie, także zapraszam do czytania. Tak naprawdę pewnie nie odmieni, więc w sumie to nie warto czytać, ale rzućcie chociaż okiem na fotki, na fotki zawsze warto popatrzeć.
Od wielu już lat kiedy opowiadam znajomym, albo mniej znajomym o jednej z moich wycieczek (nie nazywam tego „podróżami” bo do tego miana według mnie zasługują wyprawy rowerem przez pustynię Gobi i tym podobne) niemal za każdym razem zmuszona jestem szczegółowo tłumaczyć, jak to możliwe, że było tak tanio, gdzie znalazłam bilety, a gdzie spałam i w ogóle jak to jechać gdzieś bez biura podróży? Oczywiście trochę przesadzam, wiele osób podróżuje w podobny do mnie sposób, osobiście znam osoby, które są prawdziwymi mistrzami w tanim podróżowaniu i sama z biegiem lat i przeczytanych artykułów i blogów dowiaduję się o takich smaczkach i sposobach, o których nie miałam pojęcia. Mimo wszystko jednak wciąż okazuje się, że tanie podróżowanie to temat dla wielu ciekawy i wielu chciało by spróbować, ale nie wie, jak się do tego zabrać. Postanowiłam więc, że kiedy to tylko będzie możliwe będę Was tutaj troszkę inspirować, trochę podpowiadać i pokazywać jak w łatwy sposób możecie doświadczyć tego sami. Pamiętajcie też, że największą zaletą taniego podróżowania nie jest to, że jest ono tanie. Największą zaletą jest przyjemność planowania na własną rękę, możliwość poznania po drodze niesamowitych ludzi, których nigdy nie spotkalibyście wylegując się na leżaku przy basenie czterogwiazdkowego hotelu, oraz zobaczenia miejsc, do których nie zabrał by Was najlepszy przewodnik. A Wy do nich traficie, bo się zgubicie. Bez mapy. W nocy. Hmm, to może przejdźmy dalej…
Na 10 dniową wycieczkę do Finlandii postanowiłam wybrać się we wrześniu 2011 roku. W lutym tego samego roku byłam tam pierwszy raz i niespodziewanie kraj ten mnie urzekł, pokochałam niezwykły i bardzo trudny fiński język, oraz poznałam przesympatyczne siostry Jennę i Saiję, które zaproponowały odwiedziny w ich rodzinnym domu. Ponieważ Finlandia to kraj wyjątkowo drogi, wiedziałam, że minimalizacja kosztów będzie koniecznością. W związku z tym kiedy postanowiłam już o terminie wycieczki i zdecydowałam jakie miasta i miasteczka chcę odwiedzić zaczęłam szukać sobie gospodarzy na couchsurfingu (
oficjalna strona portalu COUCHSURFING). Couchsurfing to w skrócie spanie u lokalnych mieszkańców, za darmo. W dobrym tonie jest w podzięce ugotować kolację albo zaprosić na piwo, ale tak naprawdę główną korzyścią dla gospodarzy jest poznanie nas. Tak, tak – celem couchsurfingu jest poznanie nowych osób, z różnych krajów i kultur. Niektórzy gospodarze faktycznie chcą żeby spędzać z nimi więcej czasu, inni są po prostu zadowoleni z faktu, że mogą Ci pomóc oferując nocleg. Ogólnie jest to świetna sprawa i niesamowite doświadczenie i myślę, że będę jeszcze miała okazję napisać coś więcej o tym. Oczywiście kilka noclegów miałam też zagwarantowanych u moich znajomych fińskich sióstr. Tym sposobem 9 noclegów w Finlandii nie kosztowało mnie zupełnie nic. No może poza tymi drobiazgami, które gospodarzom przywiozłam, jak na przykład czekolady Wedel. Tak czy owak była to oszczędność lekko licząc około 1000zł. Zysk poznania bardzo ciekawych ludzi i mieszkania w zwykłych mieszkaniach zwykłych ludzi – bezcenny.
Nie pamiętam ile dokładnie kosztował mnie wtedy bilet lotniczy na trasie Gdańsk – Turku – Gdańsk (liniami lotniczymi WizzAir), ale jestem pewna, że był to koszt rzędu 100zł w obie strony. Trasa ta – jak zresztą większość tras skandynawskich – jest dość tania przez cały rok i bez szczególnego polowania na promocje, dlatego też myślę, że po krótkim wyszukiwaniu na stronie przewoźnika każdy z Was znajdzie interesujący termin kosztujący nie więcej niż 150zł w obie strony. Do ceny doliczyć trzeba ewentualny bagaż i jest to koszt rzędu 42zł w jedną stronę za przyzwoitej wielkości walizeczkę. Wszystko zależy od tego jak dobrze potraficie się spakować i jak wielu rzeczy potrzebujecie w podróży. Ja zwykle na 3-4 dniowe wycieczki pakuję się w niewielki plecak, który nie podlega dodatkowej opłacie i oprócz ciuchów na codzienną zmianę, kosmetyków (pojemność do 100ml – pamiętajcie!), aparatu, małej ilości prowiantu mieszczę w nim jeszcze niewielki ale bardzo przydatny śpiwór do spania na lotniskach. O spaniu na lotniskach opowiem przy innej okazji, bo to tez bardzo ciekawe zagadnienie.
W tamtych czasach nie było jeszcze w Polsce polskibus.com ani tym bardziej jego fińskiego odpowiednika OnniBus.com dlatego też w celu poruszania się po kraju w ramach oszczędności kupiłam sobie otwarty bilet na kolej EUrail. Kosztował on około 600zł ale pozwałam na odbycie dowolnej liczby podróży w 4 wybrane dni w przeciągu miesiąca. Tym sposobem wykonałam około 8 podróży pociągiem na terenie Finlandii i była to bardzo wygodna, przyjemna i stosunkowo tania (w porównaniu do kupowania osobnych biletów na każdą podróż) forma przemieszczania się. Obecnie jednak, kiedy skorzystać można z ofery OnniBusa na pewno skorzystałabym z tej opcji. Oczywiście autobus dociera w mniej miejsc niż pociąg, jednak śmiało można zwiedzić 4 znane i ciekawe miasta Finlandii przemieszczając się pomiędzy nimi za 120zł. Poniżej podaję przykładowe ceny na danych odcinkach i nie są to wcale możliwie najtańsze bilety.
Turku – Jyväskylä = 9E
Jyväskylä – Tampere = 5E
Tampere – Helsinki = 5E
Helsinki – Turku = 7E
Tym sposobem – korzystając z WizzAira, OnniBusa i Couchsurfingu – nie licząc kosztów oczywistych jak jedzenie, pamiątki itp. – wycieczka do Finlandii na dowolną w zasadzie liczbę dni wyniesie nas około 270zł. Chyba fajna opcja? Na zakończenie zaprezentuję Wam trochę zdjęć z tamtego mojego archiwalnego wyjazdu. Zapraszam!
TURKU
Turku to jedno z najważniejszych miast Finlandii, prężny ośrodek akademicki i turystyczny. Tutaj też lądują samoloty WizzAira co jest wielkim plusem. Turku leży jedyne 16km od Naantali – letniego kurortu i jednocześnie siedziby „Doliny Muminków” czyli wspaniałego parku tematycznego poswięconego sympatycznym fińskim trollom. Zdecydowanie warte zobaczenia! Ponieważ w Turku byłam już wcześniej postanowiłam pomimo niesprzyjającej aury wypożyczyć sobie rower (w końcu Finlandia to miasto rowerów) i pojechać na wycieczkę w stronę Naantali. Wypożyczenie roweru to koszt około 20E za 24 godziny. Jazda rowerem po Finlandii to sama przyjemność i nawet jeśli jedziemy bez celu i w deszczu 40 km (jak ja wtedy) to jest co podziwiać po drodze.
A tutaj w ramach ciekawostki „mój pokój” – przesympatyczna Saana oddała mi do użytku salon w swoim mieszkaniu studenckim.

JYVASKYLA
Jyväskylä to jedno z większych miast centralnej Finlandii – najbardziej znane chyba z tego, że jest to rodzinne miasto fińskiego architekta Alvara Aalto. Ponadto znajdują się tu bardzo dobre szkoły, w tym muzyczna, do której to właśnie uczęszczała grająca na basie Saija. Dzięki niej miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w próbie młodzieżowej orkiestry – bardzo fajnie grali! W sali nie wiadomo skąd znalazła się też torba z polskimi napisami, o których nikt z muzyków nie wiedział wcześniej, że są po polsku 🙂
Tutaj należy się słowo wyjasnienia – w Jyväskylä jest park, w którym na rozrzuconych w pozornym nieładzie płytach wyryte są w języku fińskim różne cytaty czy hasła motywujące. Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć kamień, który był inspiracją do nazwania tego bloga. Dzięki, kamieniu!
TAMPERE
Tampere to także jedno z większych i piękniejszych miast Finlandii. Przez laty kojarzone wyłącznie z przemysłem w ostatnich latach bardzo się zmienia i mam nadzieję odwiedzić je kiedyś ponownie ciekawa tych zmian!
LAPPEENRANTA
Lappeenranta to miasto – jezioro i jednocześnie jedno z najzabawniej nazwanych miast Finlandii. Chociaż w sumie to konkurs, w którym jest wielu mocnych kandydatów. Miasto w sumie mało znane, a zdecydowanie warte odwiedzenia, z wieloma ciekawymi zabytkami i pięknymi krajobrazami.
A na stoliku w couchsurferowym mieszkaniu wylegiwał się kot. Było to chwilę po tym, gdy próbował wydrzeć mi z rąk śniadanie.
KOTKA
Nieduże miasto z ciekawym akwarium i jeszcze ciekawszym muzeum marynistycznym. Na dach tego budynku można wejść, zupełnie jak na dach Opery w Oslo!
MIEHIKKALA
Rodzinna miejscowość moich znajomych sióstr. Niewielka fińska wioska rzucona gdzieś w lesie. Rewelacja!
PORVOO
Porvoo to typowo turystyczne miasteczko i nie bez przyczyny, bo jest wyjątkowo piękne, a także znaleźć tu można sporo jak na Finlandię wiekowych budynków.
HAMMENLINNA
Zatrzymałam się tutaj tylko na 2 godziny, żeby zobaczyć ten piękny zamek – było warto!
HELSINKI
Cóż można napisać o Helsinkach? Myślę, że tak wiele, że lepiej będzie, gdy po prostu pozwolę Wam cieszyć się zdjęciami z tego pieknego miasta. Helsinki to bardzo nowoczesna, dynamiczna stolica, przepięknie położona nad wodą, z magiczną twierdzą Suomenlinna odległą o rejs promem, genialna architekturą i przyjaznymi ludźmi. Zdecydowanie jedno z ciekawszych miast Europy.