Wyjazd do Düsseldorfu w czerwcu 2008 roku był chyba moim pierwszym takim wyjazdem – kiedy zupełnie samodzielnie wszystko sobie zaplanowałam, kupiłam bilety, zarezerwowałam miejsce w hostelu, opanowałam mapę i poleciałam. Kierunek tej pierwszej podróży nie był jednak przypadkowy. W tamtych czasach marzeniem, za którym goniłam była praca jako stewardessa, czyli tak naprawdę członek cabin crew. Cabin Crew – tak o sobie mówią pracownicy pokładowi samolotów i przyznam, że brzmi to bardzo elegancko i pełniej oddaje czym tak naprawdę taka osoba się zajmuje.
Kilka miesięcy wcześniej z sukcesem przeszłam rozmowę rekrutacyjną do znanego nam tak dobrze Ryanaira. Ostatecznie jednak zdecydowałam się nie podejmować tej pracy i spróbować swoich sił w liniach lotniczych Emirates Airlines, uważanych za jedne z najlepszych na świecie. Ich główna baza mieści się w Dubaju – kuszące. Kiedy więc dowiedziałam się, że najbliższa rozmowa rekrutacyjna odbędzie się w Düsseldorfie, który był przecież rzut beretem z Bydgoszczy, dzięki Ryanairowemu połączeniu, od razu zarezerwowałam bilety. Nie ma to jak polecieć na rozmowę kwalifikacyjną samolotem – bardzo fajne doświadczenie, szczerze polecam 🙂
Może nie wiecie, ale społeczność cabin crew już w tamtych czasach grupowała się na bardzo prężnie działających forach, dzięki czemu nawiązałam kontakt z wieloma osobami o podobnych marzeniach, wiedziałam dokładnie na czym polega praca w moich wymarzonych liniach i czego spodziewać się na rozmowie. Informacje te bardzo się sprawdziły. Rozmowa składała się z dwóch części – najpierw dwie sympatyczne i bardzo profesjonalne rekruterki przedstawiły nam wszelkie możliwe informacje dotyczące tego jak wygląda praca w Emirates, jakie są jej plusy, a co jest trudne. Obejrzeliśmy też imponujący film o Dubaju. Druga część (składająca się z mniejszych, które składały się z mniejszych…) to już kilkugodzinne sito rekrutacyjne. Przede wszystkim pracowaliśmy bardzo dużo w grupie – pamiętam, że jednym z zadań była dyskusja na temat tego, w jakim wieku dziecko powinno mieć swój telefon komórkowy…Na rekrutacji było około 100 osób, w większości dziewczyny, konkurencja była bardzo silna. A jednak wymagania Emirates są tak wysokie, że do drugiego etapu przeszło tylko kilka osób i o ile wiem ostatecznie nie zatrudniono nikogo. Emirates mogą sobie na to pozwolić – zorganizować rekrutację na 100 osób, żeby ostatecznie dojść do wniosku, że tym razem nie znaleźli nikogo dla siebie. Nic dziwnego, że dla wielu cabin crew praca w Emirates to jak znaleźć Świętego Graala!W wolnym czasie zwiedzałam Düsseldorf, który na pierwszy rzut oka bardzo przypadł mi do gustu. Sporo ciekawej architektury nowszej i starszej, ulice tętniące życiem, sprawna komunikacja miejska, przyjaźni mieszkańcy. Czego więcej miastolub potrzebuje do szczęścia? Nie byłabym też sobą jeśli nie poszłabym do kina. Poszłam dosłownie – bo pieszo 8 kilometrów, co pozwoliło mi na zwiedzenie także mniej popularnych części miasta. To był dobry wybór i okazja do zobaczenia wielu miejsc nie odwiedzanych zwykle przez turystów. Mam nadzieję odwiedzić Düsseldorf ponownie, ponieważ jestem pewna, że sporo przez te niemal 7 lat tam się zmieniło.
Może nie wiecie, ale społeczność cabin crew już w tamtych czasach grupowała się na bardzo prężnie działających forach, dzięki czemu nawiązałam kontakt z wieloma osobami o podobnych marzeniach, wiedziałam dokładnie na czym polega praca w moich wymarzonych liniach i czego spodziewać się na rozmowie. Informacje te bardzo się sprawdziły. Rozmowa składała się z dwóch części – najpierw dwie sympatyczne i bardzo profesjonalne rekruterki przedstawiły nam wszelkie możliwe informacje dotyczące tego jak wygląda praca w Emirates, jakie są jej plusy, a co jest trudne. Obejrzeliśmy też imponujący film o Dubaju. Druga część (składająca się z mniejszych, które składały się z mniejszych…) to już kilkugodzinne sito rekrutacyjne. Przede wszystkim pracowaliśmy bardzo dużo w grupie – pamiętam, że jednym z zadań była dyskusja na temat tego, w jakim wieku dziecko powinno mieć swój telefon komórkowy…Na rekrutacji było około 100 osób, w większości dziewczyny, konkurencja była bardzo silna. A jednak wymagania Emirates są tak wysokie, że do drugiego etapu przeszło tylko kilka osób i o ile wiem ostatecznie nie zatrudniono nikogo. Emirates mogą sobie na to pozwolić – zorganizować rekrutację na 100 osób, żeby ostatecznie dojść do wniosku, że tym razem nie znaleźli nikogo dla siebie. Nic dziwnego, że dla wielu cabin crew praca w Emirates to jak znaleźć Świętego Graala!W wolnym czasie zwiedzałam Düsseldorf, który na pierwszy rzut oka bardzo przypadł mi do gustu. Sporo ciekawej architektury nowszej i starszej, ulice tętniące życiem, sprawna komunikacja miejska, przyjaźni mieszkańcy. Czego więcej miastolub potrzebuje do szczęścia? Nie byłabym też sobą jeśli nie poszłabym do kina. Poszłam dosłownie – bo pieszo 8 kilometrów, co pozwoliło mi na zwiedzenie także mniej popularnych części miasta. To był dobry wybór i okazja do zobaczenia wielu miejsc nie odwiedzanych zwykle przez turystów. Mam nadzieję odwiedzić Düsseldorf ponownie, ponieważ jestem pewna, że sporo przez te niemal 7 lat tam się zmieniło.
Podczas rozmowy rekrutacyjnej zupełnie przypadkiem poznałam inną Polkę marzącą o pracy w Emirates – Beatę. Od słowa do słowa okazało się, że Beata pracuje w Ryanair i jutro rano lecimy razem do Bydgoszczy – ona w roli cabin crew, ja jako pasażer! Jako, że lot był wcześnie rano i w planach miałam spanie na lotnisku Beatka zaproponowała, że mogę zdrzemnąć się u niej, za co bardzo jej dziękuję. Ciekawostka – to właśnie Beata jako pierwsza pokazała mi niemal zupełnie nie znanego wtedy w Polsce Facebooka haha! Z moją gospodynią poszłyśmy zwiedzać niewielkie miasteczko Kevelaer, w którym mieszkała i które było kilka kilometrów od Weeze – w którym mieści się baza linii Ryanair. Po małym zwiedzaniu i pysznych lodach na rynku wraz z Beatki współlokatorami wybrałyśmy się do wielkiego parku pełnego młodzieży pijącej piwo. Na telebimie transmitowano tam mecz piłki nożnej i jestem niemal pewna, że był to mecz Polska – Niemcy. Widok był jak na Juwenaliach – tłumy ludzi z piwem w plastikowych kubeczkach, atmosfera także była podobna. Niesamowite jak ciekawe chwile przeżyć możesz z ludźmi, których nawet nie spodziewasz się poznać! To jest właśnie piękno podróżowania na własną rękę 🙂